Jedenaście. I po raz kolejny, jeszcze nieostatni. 2011-05-30 23:21:03

Zapadłam w sen. Letni.

Marazm, z którego powinnam się wybudzić. Tożsamość, którą powinnam wreszcie ustalić. Nieuzasadnione lęki, które powinnam pokonać. Świat, który stoi nieustannie otworem, jednocześnie przyjazny i tak wrogi jak nigdy.

To nie drzewa mnie przerażają, ludzie także. Nie martwi mnie cisza ani gwar wokół mnie. Czasem przerażają wirujące wokół kolory, skłaniając błędnik do wywołania setki mdłości i pragnienia ucieczki. Najlepiej pod kocem, w nie-do-końca-słodkim śnie. To takie proste. Prawda?

Nie potrafię siebie jasno określić. Nie powiem o sobie, że jestem homo- czy też biseksualna. Czy kocham czy też nienawidzę żaru papierosów i dymu z nich się unoszącego. Unoszącego moje płuca do głowy, która odpływa na ćwierć sekudny, by następnie runąć ciężko w grunt, rozbić się i sklepić na nowo, jak wątroba Prometeusza.

Tylko że moich wnętrzności nie wyżera żadne ptaszysko.

Lubię i nie lubię się śmiać. Zapominam się i jednocześnie kładę na ziemi, tuląc jej twardy pigment do piersi. Pragnę czerni i bieli. Słońca i cienia. Miłości i braku jakichkolwiek uczuć. Niezależności i całkowitego uzależnienia Od Kogoś, Od Czegoś. Słabości i odwagi. Słów i czynów. Poezji i szyderczego racjonalizmu.

Nie ma szans, by wszystko pogodzić.

Szarość wydaje się być jedynym wyjściem.
Nie chcę być szara.

Tylko fioletowa.

skomentuj (0)

Dziesięć. Unisex. 2010-05-25 17:58:08

Yay yey yay. Jak dawno mnie tu nie było. Duży, duży błąd - powtarzam sobie. Zostawić daleko za sobą możliwość narcystycznego użalania się nad sobą i całym światem? Nigdy więcej!

{listening: Nosowska}

W ciągu tych paru miesięcy zgłupiałam doszczętnie. Z pseudo-wegetariańsko-ortorektycznego life style'u przerzuciłam się na dekadencką bulimię wspomaganą papierosami. Z odbieganiem w stronę bezbożnych kompulsów.

Zakochałam się w wyjątkowym człowieku. Mężczyźnie! Takim prawdziwym, z piersiami mniejszymi niż rozmiar A i z penisem między nogami. Najdziwniejsza rzecz, jaka mnie dotąd spotkała. Ach.

i z przepiękną duszą, którą mu wydzieram szponami choroby.

Zgubiłam swoją tożsamość i wpadłam w etap jakiejś czarnomagicznej transformacji. Mam problemy z literaturą, nie czytam już miliona książek. Daleko mi od anorektyczki, mam parę kilo nadwagi. Pokonałam Martynobawy i przekonałam rudogłowę do siebie (tj. uzależniłam, typowy schemat - ja pozostaję bez uczuć, ktoś mnie zaczyna zbyt bardzo lubić. i się kończy dźganiem w mięsień sercowy).

Pocieszeniem jest to, że pozostałam tak infantylna i naiwna jak byłam. Głównie jeśli chodzi o samą mnie.

{Brahms Quintet}

skomentuj (0)

Dziewięć. A może jednak...? 2009-12-16 14:08:45

Jeżeli nie dostanę się na medycynę w przyszłym roku, to chyba się zajebię za przeproszeniem młotkiem, wyjmę serducho łyżeczką i nakarmię nim kota ciotki.

To tyle jeśli chodzi o kolokwialną frustrację z powodu wiary we własne siły/braku innych możliwości w życiu.

Ach. A miłość parzy. Zresztą, czymże byłaby miłość gdyby nie kolorowe plakaty, patriarchat i prorodzinne reklamy płatków kukurydzianych w miodowej polewie. Notabene milion dziesięć raz przetworzonych, z dodatkiem rafinowanego cukru.

Rzucam sacharozę.

Przed świętami. Ciekawa koncepcja?

skomentuj (0)

Osiem. Wróciłam, aby zniknąć. 2009-11-09 01:13:37

Człowiekowi kłania się tylko deszcz. Całuje jego włosy, policzki, plecy, stopy. Bliski, a jednocześnie tak ulotny, że zanim zdołamy pochwycić w dłoń jedną kroplę, ona niepostrzeżenie wymyka się z naszych dłoni, gubiąc się gdzieś w rękawie lub w ziemi pod nami.

To nie czasy, aby pisać wiersze. Oczodoły piór, którymi kreślili je dawniej artyści, stały się puste, jak u kościotrupa. Cywilizacja rozciąga mękę niepewności co do ludzkiego losu bez końca. Łudzimy się, że wzorem postmodernistów odnajdziemy rozwiązanie w spiekocie greckich i rzymskich wysp, podczas, gdy powinniśmy zajrzeć w samych siebie i poszukać odpowiedzi tam, gdzie mamy najbliżej – we własnych duszach

Nadeszła to pora na odrodzenie człowieka. Aby spojrzał on nowym okiem na rozgrywającą się dookoła tragikomedię, w której bierze udział jako jej główny bohater. Aby ujrzał rozsypującego się w proch Boga oraz wzniosłość, którą karmili się romantycy. Nie potrzeba wcale gruntownego wykształcenia, aby być Poetą. Należy się nim urodzić.

Wszędzie wokół tylko Pieniądze. Nie ma już miejsca na racjonalne uczucia. Istnieje tylko racjonalna materia. Jej forma. Kształt. Akwarelą codzienności stają się zyski; bezinteresowna pomoc przypomina groteskową zjawę. Przeraża i śmieszy.

Kawa. Cierpkie w smaku ziarenka, drażniące wystające główki kubków smakowych na naszych językach. Poemat o kawie. Cholerny dramat. Traktat. Cokolwiek. Czy ktoś wie, co oznacza jeszcze słowo kawa? Czy wszystko musi być dzisiaj tak bardzo sformalizowane?

Poezja to Słowa, które tworzą Życie.

Dla każdego, kto ma tylko tyle cierpliwości, aby w niej schować swój dotychczasowy świat.

skomentuj (0)

Siedem. Tu wcale nie ma szczęścia. 2009-10-29 19:55:14

Nie potrafię wziąć na ramiona kolejnych dni. Stan, który mnie ogarnął przed dwoma tygodniami znika jedynie w przelotnych chwilach, pozostawiając wzbierające raz na jakiś czas pod powiekami łzy. A nie tak, nie tak, nie tak... Nie tak miało być!...

Nigdy nie byłam przekonana, że będzie łatwo. Że nagle odmieni się moje życie, wszystko obróci się o sto osiemdziesiąt stopni. Że stanę się mini-geniuszem, niewiarygodnie popularną osobą. Po prostu wierzyłam, że w końcu w moje życie wkradnie się nieco uśmiechu, który będzie mógł przelać się na usta...

Wiem, że nie jestem jedyna na świecie. Każdy człowiek ma swoje problemy i zmartwienia, a nie musi ze wszystkimi się tym dzielić.
Ale boli mnie. Szarość kamienic. Samotność chyba najbardziej. Brak ciepła. Współlokatorka, od której coraz mocniej się oddalam. Brak rozmowy z kimkolwiek. Nawet z matką. Ech. Użalam się...

Nie mam sił na cokolwiek... Dni upływają, nie potrafię się uczyć, nie mogę dostać się do odpowiednich książek...

Brak ciepła...

skomentuj (0)

Sześć. Beżowe sny. 2009-10-11 10:39:27

W takich chwilach jak ta naprawdę zaczynam rozumieć wszystkich buddystów oraz ludzi, którzy starają się żyć ze stanowczym oddzieleniem pasma emocjonalnego od ich codzienności, umysłów. Smutna tęsknota dopadła mnie nad ranem, we śnie, jako miraż dawnych przyjaciół, którz nigdy za mych przyjaciół się nie podawali. Diana, Łukasz... W najlepszych dniach były to osoby szczególnie ważne, lecz gdy zabrakło po roku elementu spajającego naszą znajomość, jakim była Ania, wszystko się rozpadło w proch. Zaczęły się ciche kłótnie, płacze, niedomówienia, lekka nienawiść w lapidarnym znaczeniu. Boże. Z perspektywy czasu trzy lata temu byłam naprawdę szczęśliwa, ale chyba jedynie z powodu mojej dziecięcej naiwności, ufności.

Wielu przyjaciół prawdziwych przewinęło się przez moje palce, oczy lub objęcia. Wszyscy odeszli, prócz Sylwii, która stała się dla mnie kimś zupełnie innym. Tamci... Pozostali mgłą, zapomnieli o istnieniu dawnych więzi, bez względu na to, czy postanowiłam w pewien sposób odnowić z nimi kontakt czy też nie. Samotność...? Nie potrafię tego określić.

Nieśmiertelność - czy jesteśmy tacy jedynie z powodu przedłużania swojego skrawka materiału genetycznego na Ziemi? Czy liczy się coś więcej oprócz pobrużdżonego mózgu, który i tak rozpadnie się w pył, razem z naszym usposobieniem, charakterem, nawykami? To, co wczoraj było daleko, dziś wydaje się wczorajszym zdarzeniem. Ból brzucha rozsadza prawie tak, jak kłujące myśli.

Wieczna pogoń za czymś, co i tak może z łatwością udać się komuś, kto nawet się nie starał.

Cóż znaczy żyć, a cóż umierać.
Cóż kochać?
Pamiętać.

{edit: zapamiętać: nie pisać nazbyt wiele górnolotnych słów, ponieważ jest to czystą groteską}

skomentuj (0)

Pięć. Implikacje bez logiki. 2009-10-08 23:58:00

Miłość, strach i zagubienie. Toniemy gdzieś w zimnym odmęcie, który nas otacza, przeszywając mięsień sercowy najbardziej ostrymi szpileczkami. Ufać znaczy być gotowym na czyjś błąd, oznacza pogodzenie się z tym, że ktoś może nas zawieść. Ufać - to otworzyć się na ściskany w czyichś drżących dłoniach nóż.

Posiadam pewien problem ze sprecyzowaniem swoich uczuć. Czy jestem zakochana? Czy ktoś, kto onegdaj policzkował mnie metaforycznie kilka razy dziennie znów wywołuje we mnie namiastkę dawnych emocji...? Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Czepiam się uparcie myśli, że może wokół jest ktoś, kto wyrwie mnie ze świata przeszłego, odsłaniając teraźniejszość. Przewidywania przyszłości mam naprawdę dosyć...

Och, Sylwio... Aleś mi namieszała w główce... A jak ja w Twojej...

Współlokatorka przestała być tak delikatnie pociągająca. Przeraża mnie jej pozorny chłód i skrytość rozdrobniona z ironią. Zastanawiam się, co mogło spowodować w niej taki stan, dlaczego oddzieliła siebie od ludzi grubą ścianą. Zastanawiam się, dlaczego zrobiłam to w moim życiu i ja... Czy także wydaję się być pozbawiona ciepła...?

Jak to określiłam - jesteśmy wszyscy małymi dziećmi, które potrzebują obiektywnego wyższego Dobra... O ile istnieje coś takiego jak Wyższe Dobro. Bo przecież każdy pozytyw jest pozytywem. Białe jest białe. Ceglaste kolorem ceglastym.

Tak wiele dzisiaj przedstawiam tutaj chaotycznych pytań, zanadto patetycznych zdań. Może jest to spowodowane zbyt późną (?) godziną, niedosypianiem (choć kiedyś sypiałam o wiele mniej...), warzywno-czekoladową dietą (wciąż chudnę i chudnę... a chcę po prostu stać w miejscu, by te przeklęte cyferki nie ruszały się ani w jedną ani w drugą stronę. obojętnie, czy mówimy o wadze czy o bardziej wykwintnej metryce)... Prawdopodobnie dowiem się, gdy ten stan minie. Oby jutro rano.

Cholera, miałam dzisiaj się więcej pouczyć. Dostałam obsesji na punkcie podręczników. Tęsknię za środkiem lata, gdy był czas na indywidualny rozwój i czytanie tego, na co miałam w rzeczywistości ochotę (i tego, cóż należało nadrobić, by określać siebie samą mianem Homo sapiens kulturalnego).

Adieu!

{tata napisał kolejnego e-maila. czytając jego słowa, byłam szczęśliwa. jakież to cudowne, gdy nasza obecność, nawet duchowa, może komuś tak bardzo dopomóc w życiu... Boże, spraw, aby mu się w życiu ułożyło... od własnej matki oddalam się mentalnie coraz to bardziej pomimo tego, że dosyć często przed moim wyjazdem rozmawiałyśmy... Lecz... to po prostu rodzice... Czas biegnie do przodu bez względu na to, co myśleć będę ja i inni ludzie... nie zatrzymamy go niczym innym niż fizyką lub śmiercią}

zapamiętać:
- zabrać dokumenty z Uniwersytetu Medycznego,
- kupić kalafior, rzodkiewkę, pomidory i wątróbkę (oj!),
- niech ocenianie innych nie będzie połączone z krytyką.

skomentuj (0)

Archiwum

2011
maj
2010
maj
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień

Linki

Księga Gości

dodaj zobacz